Kolejny artykuł, kolejny wyklęty, chciałoby się rzec… Każdy z nich, chociaż tak podobni na polu walki, pisali swoją własną odmienną historię i o każdej z nich warto wspominać… Ppor. Anatol „Olech” Radziwonik był jednak swego rodzaju fenomenem. Odnosił wiele sukcesów, a to wszystko w imię wolności narodu. Do końca nie pogodził się z życiem w niewoli i zginął jak prawdziwy żołnierz – w walce.

Wychowawca młodych patriotów

Anatol Radziwonik urodził się 20 lutego 1916 roku w Briańsku, jego rodzice, widząc w nim duży potencjał, wysłali go do Seminarium Nauczycielskiego, gdzie spędził większość swojego dzieciństwa. Już od młodych lat interesował się kulturą i językami. Gdy dorósł, został nauczycielem, wrócił w swoje rodzinne strony i zaczął pracę w szkole wiejskiej w Iszczołnianach. Był jednak wyjątkowym wychowawcą, z zapałem wypełniał swoje pedagogiczne obowiązki, aktywizował młodzież, zachęcał ich do patriotycznej postawy oraz harcerstwa.

Zbliżał się rok 1938, młody jeszcze wtedy Anatol został powołany do wojska Rzeczpospolitej, aby przejść szkolenie militarne w szkole podchorążych w Jarosławiu. Wojna zaczęła się jeszcze przed końcem jego szkolenia… Ten okres życia „Olecha” jest niestety nieznany, nie wiadomo, co robił aż do roku 1943. Wielu historyków twierdzi, że już po szkoleniu nie opuścił on wojska i od tamtego czasu bronił ojczyzny i wałczył z okupantami.

Ilustracja

Anatol Radziwonik „Olech” (fot. IPN)

Rok 1943 to właśnie wtedy Anatol zostaje konspirantem w Obwodzie AK Szczuczyn, jest dowódcą jednej z placówek. Jednak w krótkim czasie za swoje zasługi zostaje awansowany do stopnia podporucznika. W 1944 roku stwierdził jednak, że chce walczyć dla wolności w inny sposób… Od tego właśnie roku był czynnym uczestnikiem partyzantki, dowodził jednym z plutonów, które wchodziły bezpośrednio w skład batalionu porucznika Jana „Ponurego” Piwnika.

Od tej pory „Olech” zaczął uczestniczyć w wielu akcjach, wraz ze swoim oddziałem… Jedną z nich jest odbicie garnizonu Niemców w Jewłaszach z dnia 16 czerwca 1944 roku.

Oddział „Olecha” podczas ćwiczeń w terenie; 1945 r. (fot. Biuletyn IPN)

Tego samego roku ppor. Radziwonik wyruszył ze swoim plutonem w stronę Wilna, by brać udział w operacji „Ostra Brama”. Zorganizowane odbicie ważnego miasta miało odbyć się przed przybyciem Sowietów na tamte ziemie, co miałoby skutecznie zatrzymać okupantów przed zagarnięciem tamtych terenów. Wojska Anatola dotarły jednak zbyt późno, Sowieci roznieśli tamtejsze wojska i wciąż przemieszczali się w głąb kraju…

Sztylet w plecy…

Wielu, tak samo, jak i Anatol, po zakończeniu wojny liczyło na to, że wschodnie ziemie, o które tak mocno walczyli, wraz z Wilnem zostaną przyznane Polsce, jednak ta sprawa była rozstrzygnięta i zatajona przed nimi już 2 lata wcześniej… na Konferencji w Teheranie. Zachód „sprzedał” ziemię wraz z ludnością Związkowi Radzieckiemu. Gdy w 1945 roku sprawa wyszła na jaw, wielu żołnierzy zrezygnowało z walki, jednak nie „Olech”. Postanowił walczyć o swoje rodowite ziemie… Od końca wojny został on komendantem obwodu Szczuczyn-Lida. W szczytowym momencie jego wojska liczyły ok. 800 żołnierzy. Sukcesy trwały przez 3 lata, aż do 1948 roku, kiedy to zaczęła się kolektywizacja terenów podległych komunistom. I z tym jednak podporucznik potrafił sobie poradzić, likwidowano nowo powstające budynki administracji, wyższych urzędników oraz donosicieli.

Obozowisko żołnierzy „Olecha”, uroczysko Horiaczy Bór, wrzesień 1947 r. (fot. muzeumzolnierzywykletych.pl)

Sposób na tych ostatnich przyniósł „Olechowi” ogromną sławę, zarówno wśród jego zwolenników, jak i wrogów… Otóż kilkoro z jego ludzi przebierało się za agentów NKWD i odwiedzali oni okoliczne domy, wypytując o jego oddziały. Jeżeli ktoś chciał z nimi współpracować, wpadał w pułapkę… Radziwonika ochrzczono mianem „zmory komunistów”.

Ta sława przyczyniła się do jego nieuchronnego końca… Gdy w 1948 roku komuniści przystąpili do obławy na jego ludzi, oddziały zaczęły się wykruszać. „Olech” dał swoim ludziom wolną rękę, wielu z nich odeszło i ukryło się, inni zginęli w otwartej walce, a część wpadła i zostali aresztowani.

Podporucznik również wpadł w pułapkę, ze swoim 100-osobowym oddziałem najwierniejszych, którzy przy nim zostali, został sprzedany przed okolicznego chłopa… Cały oddział został otoczony przez agentów, z akcji przeżyło tylko 3 żołnierzy, w tym jego łączniczka oraz adiutant, którzy zostali aresztowani i skazani na 25 lat łagrów…

„Nic dla siebie, wszystko dla Ojczyzny”

Taki właśnie napis widnieje na jednej z fotografii podporucznika, taką też zasadą kierowali się jego ludzie… Często powtarzane motto stało się symbolem walki o wolność, z którym na ustach szli walczyć i umierać prawdziwi patrioci za swoją, ale też naszą „sprzedaną” część ojczyzny…

Źródło: patrioty.pl

Fot. IPN


Wysyłam
Ocena czytelników
5 (2 głosów)