W kaszubskiej wsi Dziemiany rozpoczęto badania archeologiczne, które mogą doprowadzić do odkrycia jednej z największych tajemnic XX wieku – legendarnej Bursztynowej Komnaty, zaginionej bez śladu pod koniec wojny i od dekad rozpalającej wyobraźnię poszukiwaczy skarbów. Władze wydały pozwolenie na odwierty w miejscu, gdzie według niektórych źródeł może znajdować się niemiecki bunkier z czasów II wojny światowej. Poszukiwania te mogą również rzucić światło na tajemnicę białoruskich skarbów zrabowanych w czasie wojny.
Teren nie jest przypadkowy. W 1943 roku Niemcy założyli tam rozległy poligon wojskowy SS-Truppen Übungsplatz „Westpreussen” wraz z koszarami i zapleczem dla elitarnych jednostek, w tym żołnierzy łotewskich.
Według badacza Jana Delingowskiego, Niemcy mogli ukryć tam dzieła sztuki przewiezione z Królewca. Źródło tej informacji pochodzi od byłego więźnia zakładu w Barczewie, gdzie po wojnie przebywał gauleiter Prus Wschodnich Erich Koch.

Dawne budynki koszar SS w Dziemianach. Z prawej strony ogrodzone miejsce poszukiwań (fot. nowepomorze.pl)
Czym jest Bursztynowa Komnata?
Bursztynowa Komnata była arcydziełem sztuki XVIII wieku – pokojem w całości pokrytym bursztynowymi panelami, złotem i lustrami. W 1701 Fryderyk I Hohenzollern zamówił wykonanie bursztynowego wystroju gabinetu w swoim podberlińskim pałacu Charlottenburg u mistrza bursztyniarskiego z Gdańska, Andreasa Schlütera.
Bursztynowej Komnaty szukały przez lata tysiące amatorów, urzędnicy ministerstw kultury Polski, Niemiec (tak Wschodnich jak i Zachodnich) i ZSRR, oraz służby specjalne. Zatrudniano nawet radiestetów i jasnowidzów.
Skrzyń z bursztynem poszukiwano na niemieckim statku MS „Wilhelm Gustloff”, zatopionym na Bałtyku 30 stycznia 1945. Jedna z pogłosek mówi także, że była ona przewożona w samolocie, który spadł do jeziora Resko Przymorskie koło Rogowa.

Bursztynowa Komnata w 1917 roku (fot. Wikimedia Commons)
Wątek białoruski
Podczas niemieckiej okupacji Białorusi (1941–1944) muzea zostały ograbione przez władze niemieckie i Operacyjny Sztab Rosenberga. Część zbiorów wywieziono na zachód, ale wiele trafiło do Prus Wschodnich, m.in. z Państwowej Galerii Obrazów BSRR: 170 obrazów rosyjskich i zachodnioeuropejskich, 30 ikon z XVI–XVIII wieku, 50 rzeźb, kolekcję słynnych pasów kontuszowych ze Słucka oraz liczne artefakty z Mińskiego Muzeum Historycznego (m.in. „kamienne baby”, armaty Radziwiłłów).

Armaty Radziwiłłowskie przed budynkiem Muzeum Historycznego w Mińsku (fot. wouk.livejournal.com)
Armaty ostatecznie przewieziono do Berlina w 1943 roku, po wojnie trafiły do Petersburga, a część przekazano Polsce. Los innych obiektów jest niejasny – podobnie jak w przypadku zbiorów mińskiego muzeum, które miały pozostać w Insterburgu, lecz trafiły do zamku Höchstädt. Część dzieł wróciła do Mińska w 1945 roku, ale znaczna część zaginęła.

Dziedziniec zamku królewieckiego (fot.Wikimedia Commons)
Historyk Aleksander Guziałowski uważa, że większość białoruskich skarbów mogła zginąć w sierpniu 1944 roku podczas pożaru zamku królewieckiego. Jednak brak dowodów z wykopalisk w Królewcu sugeruje, że Niemcy mogli je wcześniej ukryć w bezpiecznym miejscu. Jesienią 1944 roku, w czasie brytyjskiego nalotu, niemieckie ministerstwo kultury zwróciło się do hrabiego Alexandra Dohna zu Schlobittena, jednego z największych magnatów Prus Wschodnich o przechowanie dóbr ze zniszczonej części zamku, w tym prawdopodobnie Bursztynowej Komnaty. Dokumenty wspominają, że większość dzieł zdążono przenieść w bezpieczne miejsce – co daje nadzieję, że część białoruskich skarbów może wciąż czekać na odkrycie, być może właśnie w Dziemianach.
Oprac. na podst. nashaniva.com, eska.pl
