22 września 1939 roku pod Kodziowcami na Grodzieńszczyźnie stoczono jedną z największych bitew z sowieckim agresorem – polscy ułani, dysponując głównie butelkami zapalającymi, zdołali zniszczyć aż 22 czołgi Armii Czerwonej.

Po obronie Grodna większość polskich oddziałów zdołała opuścić miasto. 101 Pułk Ułanów z Brygady Rezerwowej Kawalerii „Wołkowysk” przeprawił się przez Niemen i zakwaterował w Kodziowcach. W tym samym rejonie pojawił się oddział wydzielony Armii Czerwonej – liczył on 34 czołgi, 6 samochodów pancernych, działa przeciwpancerne i około 500 żołnierzy. Polacy, wyczerpani po walkach miejskich, mieli do dyspozycji tylko jeden karabin przeciwpancerny z resztkami amunicji, natomiast główną ich bronią przeciw czołgom stały się butelki zapalające, pozostałe po obronie miasta.

Ćwiczenia 8 Pułku Ułanów z wykorzystaniem ciężkich karabinów maszynowych Maxim, październik 1933 r. (Fot. z zasobu NAC)

Pierwsze starcie nastąpiło, gdy w polskie posterunki wpadła sowiecka szpica – samochody pancerne. Ułani zniszczyli kilka z nich, zmuszając resztę do odwrotu. Wkrótce okazało się jednak, że do wsi zmierza potężny oddział pancerny. Major Stanisław Żukowski zarządził obronę okrężną. W kolejnych atakach sowieckie czołgi przebijały się przez polskie linie, jednak kawalerzyści nie ustępowali. Spieszeni ułani z niezwykłą odwagą podchodzili do czołgów, obrzucając je butelkami zapalającymi, a gdy te się skończyły – nawet lampami naftowymi zabranymi z okolicznych domów. Bohaterstwem wyróżnili się m.in. kapral Choroszuch i ułan Poczanin, którzy wskakiwali na sowieckie czołgi i kolbami karabinów wyłamywali lufy karabinów maszynowych.

Przewaga Sowietów była bezdyskusyjna, lecz Polacy zdołali odseparować piechotę nieprzyjaciela i niszczyć osamotnione czołgi. Ataki były powtarzane przez całą noc, jednak próby podpalenia wsi zakończyły się niepowodzeniem. Około godziny 8:00 rano czerwonoarmiści, ponosząc coraz większe straty, zostali zmuszeni do odwrotu. W bitwie zniszczono aż 22 sowieckie czołgi BT-7.

Sowiecki czołg zniszczony pod Kodziowcami (fot. facebook.com/FundacjaNonNotus)

Straty 101. Pułku Ułanów były poważne – ciężko ranny dowódca, major Stanisław Żukowski, zmarł po kilku godzinach. Mimo to oddział zachował zdolność bojową i zdołał przedostać się na Litwę, gdzie został internowany. Dzięki bohaterstwu ułanów możliwe było uratowanie i ewakuacja znacznego zgrupowania Wojska Polskiego.

Narcyz Łopianowski

Wśród bohaterów bitwy warto wymienić rotmistrza Narcyza Łopianowskiego, dowódcę szwadronu, który odegrał kluczową rolę w zniszczeniu 22 sowieckich czołgów. Internowany na Litwie uniknął tragicznego losu ofiar Katynia. Po zajęciu Litwy przez ZSRR w 1940 roku został aresztowany przez NKWD i osadzony kolejno w Kozielsku, Griazowcu i na Łubiance w Moskwie. Odmówił współpracy z Sowietami, w przeciwieństwie do Zygmunta Berlinga, który przeszedł na ich stronę. Wspominał on, że przesłuchujący go Sowieci pytali o sposoby, jakimi zmuszał swoich żołnierzy do podjęcia beznadziejnej walki. Nie rozumieli oni, że polscy żołnierze bronili swojej wolności i to była ich główna motywacja. Zwolniony z aresztu, przedostał się do Armii Andersa, a następnie przez Bliski Wschód trafił do Wielkiej Brytanii. Tam przeszedł kurs Cichociemnych i został zrzucony do okupowanej Polski. Wziął udział w Powstaniu Warszawskim już w stopniu majora. Po jego upadku i pobycie w niemieckich obozach jenieckich ponownie trafił do Wielkiej Brytanii. Wojnę zakończył w randze podpułkownika, a swoje ostatnie lata życia spędził w Kanadzie, gdzie zmarł w latach 80. XX wieku.

Pomnik w Kodziowcach, 2017 r. (fot. wikipedia.org)

Żołnierze polegli w tym boju zostali pochowani m.in. na cmentarzu w Sopoćkiniach koło Grodna. Do dziś miejscowi Polacy opiekują się ich grobami, dbając o pamięć o bohaterskim czynie polskich żołnierzy pod Kodziowcami.

Przeczytaj również: 

83 lata temu rozpoczęła się bohaterska obrona Grodna

Oprac. na podst. ckziumragowo.pl, facebook.com/FundacjaNonNotus

Wysyłam
Ocena czytelników
0 (0 głosów)