Dwudziestolecie międzywojenne było dla Grodna okresem rozkwitu różnego rodzaju lokali i sklepików. Mieszkańcy zaopatrywali się w lokalnych sklepach i piekarniach, takich jak piekarnia Kapłana (słynąca z kajzerek) czy Lubega (napoleonki z makiem). Chleb „Wiejski” z Grandzicz można było kupić u Śleszyńskiego. Sklepy mięsne, np. „Skład wędlin” na rogu Orzeszkowej i Bośniackiej, oferowały różnorodne wędliny, a niektórzy wytwórcy, jak Południe, proponowali oryginalne produkty, np. kiełbasę cytrynową.

Grodnianie jadali nie tylko w domach, ale też w kawiarniach, cukierniach i restauracjach. Biedniejsi bywali w lokalach rzadko — zazwyczaj wychodzili na piwo w piątkowe wieczory albo odwiedzali restaurację raz czy dwa razy w roku, na przykład w Sylwestra. Bogatsi bywali częściej, a restauracje były też dla nich miejscem interesów. Najdroższą restauracją była „Europa”, gdzie serwowano wyśmienite flaki. Popularne były też kawiarnie, jak „Ziemiańska”, „Europejska” czy Kotowskiego na rogu Najdusa i Dominikańskiej.

Przed wejściem do kawiarni

Kawiarnia Kotowskiego

Przy piwie

Najsmaczniejszą kawę podawano w „Stambule” (kawiarnia u Turka), prowadzonej przez emigranta z Azerbejdżanu. Wśród napojów wyróżniała się buza – gęsty, orzechowy napój z kaszy jaglanej, popularny wśród mieszczan. Pierwsza buziarnia w Grodnie, „Orient” (później „Buźna Macedońska”), otworzyła się w latach 30.

Gimnazjalistki grodzieńskie na tle popularnej buziarni «Orient». Ok. 1938 r.

Dziś trudno dokładnie odtworzyć dawne smaki Grodna, bo wiele przepisów i miejsc już przepadło. Ale jeśli pamiętamy o dawnych kawiarenkach, potrawach i zwyczajach, to jest szansa, że niektóre z tych tradycji kulinarnych mogą wrócić na nasze stoły.

Kresowiak

fot. ze zbiorów Feliksa Woroszylskiego

Wysyłam
Ocena czytelników
5 (1 vote)