25 grudnia 1840 roku w Paryżu doszło do jednego z najsłynniejszych wydarzeń w historii polskiej literatury. W mieszkaniu Eustachego Januszkiewicza – wydawcy i księgarza, pochodzącego, podobnie jak Adam Mickiewicz, z terenów dzisiejszej Białorusi – zgromadzili się polscy emigranci na spotkaniu, które przeszło do historii jako „uczta u Januszkiewicza”. To właśnie tam doszło do wyjątkowego poetyckiego pojedynku dwóch wieszczów – Mickiewicza i Słowackiego.

Okazją były imieniny Mickiewicza oraz sukces jego wykładów w Collège de France. Wśród około czterdziestu gości znalazł się także Juliusz Słowacki, z którym Mickiewicza łączyła trudna, pełna napięć relacja – określana często przez historyków jako „antagonizm wieszczów”.

Oprócz artystycznego współzawodnictwa istniały też inne źródła tego konfliktu. Poetów dzieliły odmienne wizje poezji i roli twórcy, widoczne w ich najważniejszych dziełach. Istotny był również wątek osobisty – ojczym Słowackiego, August Bécu, stał się pierwowzorem negatywnej postaci Doktora w III części „Dziadów”. Urażony Juliusz chciał nawet wyzwać Mickiewicza na pojedynek. Do starcia nie doszło, lecz wzajemna niechęć na długo pozostała.

Wróćmy do 25 grudnia 1840 roku. Główną postacią przyjęcia u Januszkiewicza był Adam Mickiewicz – wspominano jego ostatnie akademickie sukcesy, wznoszono toasty. Ktoś zagrał na gitarze.

Autor „Kordiana” wygłosił poruszającą mowę, w której mówił o dumie, zranionej ambicji i podziwie dla Mickiewicza. „Na łodydze mojego życia wyrosły dwa kwiaty – mówił – jeden zazdrości i dumy, ten więdnieje; drugi miłości ku tobie, świeżo rozwity”.

Ku zaskoczeniu wszystkich Mickiewicz odpowiedział improwizacją. Świadkowie wspominali jej niezwykłą siłę – „rzekę słów, myśli i rymów”. Poeta miał odpierać zarzuty Słowackiego, okazywać mu współczucie i przypominać własne niedawne sukcesy.

Efekt był poruszający: wybuchły łzy, emocje sięgnęły zenitu, a sam Słowacki miał szlochać. Po tym poetyckim uniesieniu atmosfera zmieniła się całkowicie – dawni rywale pojednali się i, “jak dwaj bracia – ściskali się i chodzili, opowiadając sobie przeszłe zatargi”.

Choć późniejsze relacje bywały sprzeczne, a napięcia między poetami nie zniknęły całkowicie, to właśnie ten wieczór przeszedł do historii jako symbol niezwykłego spotkania dwóch geniuszy romantyzmu. Sam Słowacki wrócił do niego w „Beniowskim”, pisząc słynne słowa:

„Bądź zdrów! – A tak się żegnają nie wrogi,
Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych – Bogi”.

Opracował Edward Dębowski 

Wysyłam
Ocena czytelników
0 (0 głosów)