Dziś przypada 82. rocznica jednej z najbardziej brutalnych zbrodni na ludności kresowej. W nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r., około godziny 5 rano, sowieccy partyzanci zaatakowali wieś Koniuchy (dziś na Litwie, w okolicach Solecznik). Napastnicy otoczyli wieś, podpalali domy i strzelali do uciekających mieszkańców – kobiet, mężczyzn i dzieci.
Masakra była „karą” za zorganizowanie przez mieszkańców samoobrony, która miała chronić wieś przed ciągłymi grabieżami dokonywanymi przez partyzantów z Puszczy Rudnickiej. Świadkowie wspominają, że wcześniej zabierano im żywność, zwierzęta, ubrania, a nawet buty.
„Pamiętam, jak do wsi przychodzili partyzanci, zabierali nawet ubranie, a jak zobaczyli, że są dobre buty, to zabierali i buty. Rekwirowali zboże, świnie, jeszcze kazali zakładać konia i zawieźć im to wszystko do lasu” – wspomina naoczny świadek tamtych wydarzeń, Marian Bandalewicz, urodzony w 1936 r. w Koniuchach.
„Zaczęło się od strzelaniny. Obudziłem się, bo te odgłosy podniosłyby nawet zmarłego. Otoczyli wieś z trzech stron, strzelali godzinę, może więcej. Jak się rozjaśniło, zaczęli chodzić po wiosce z pochodniami i podpalać domy, stodoły. Jedni palili z jednego końca wioski, inni z drugiego. My mieszkaliśmy pośrodku wioski, więc do nas doszli już na samym końcu” – wspomina Marian Bandalewicz.
O tej okrutnej akcji najchętniej pisali sami oprawcy. W 1946 r. Meir Jelin i Dymitrij Gelperm z Żydowskiej Brygady Kowieńskiej, wchodzącej w skład partyzantki sowieckiej, opisali zbrodnię w Koniuchach jako „wybitny bój z wrogiem, skierowany przeciwko Niemcom”. Przytoczmy niektóre wyjątki z tego pouczającego zwierzenia żydowskich „bohaterów” :
„W wiosce Koniuchy, jakieś 30 kilometrów od bazy partyzanckiej, usadowił się niemiecki garnizon. Faszyści ścigali partyzantów; zastawiali na nich zasadzki na drogach. Kilka zgrupowań partyzanckich, a w tym «Śmierć okupantom», otrzymało więc rozkaz zniszczenia tej placówki bandytów. (…) Opuściwszy bazę wieczorem i przeprawiwszy się przez bagna i lasy, partyzanci doszli do skraju tej wioski. (…) Czerwona rakieta stanowiła sygnał do ataku. (…) Zastosowano kule zapalające, granaty ręczne oraz race świetlne, aby eksterminować Niemców. Kowieńscy partyzanci: Dowid (Dawid) Teper, Jankl (Jankiel) Ratner, Pejsach Folbe, Lejzor Zodikow i inni zaatakowali wroga, nie zważając na ostrzał. Silny Lejb Zając zaatakował jeden z budynków, a zużywszy całą amunicję, wyrwał karabin z rąk Niemca i zaczął bić wroga kolbą od karabina, aż kolba pękła”.

Jeden z oddziałów sowieckiej partyzantki odpowiedzialny za zbrodnie w Koniuchach (fot. FORUM)
Wiele osób próbowało ratować się ucieczką. Według ustaleń IPN zginęło co najmniej 38 osób, choć inne źródła mówią nawet o 50 ofiarach. Wśród zabitych były całe rodziny, w tym małe dzieci i niemowlęta.
„Mama wyratowała nasz dom. Stodołę, chlew, tymczasowy domek spalono. Niestety, zginęli nasi krewni, dziadka brat, Bandalewicz Tomasz z żoną. Zastrzelono ich. Zginęli też synowie Tomasza, Józef z żoną Michaliną, Bandalewicz Mieczysław z dwójką małych dzieci” – wspomina Marian Bandalewicz.

Pomnik ofiar zbrodni w Koniuchach (fot. wikipedia.org)
W czasach sowieckich zbrodnię przypisywano Niemcom, a prawda była przemilczana. Dopiero po upadku komunizmu udało się ją nagłośnić. W 2020 r. IPN zakończył śledztwo – ustalono sprawców, lecz nikt nie został ukarany, ponieważ osoby odpowiedzialne już nie żyły. Dziś o ofiarach przypomina krzyż z ich nazwiskami, przy którym co roku spotykają się nasi rodacy, aby oddać hołd niewinnie zamordowanym przodkom.
Przeczytaj również:
Nie tylko Koniuchy… Ludobójstwo sowieckich partyzantów na Polakach
Oprac. na podst. wilno.tvp.pl, niedziela.pl, IPN
