Uwolnienie Andrzeja Poczobuta przypominało prawdziwy thriller. Dziennikarz do ostatniej chwili nie wierzył białoruskiemu systemowi i na granicy z Polską stawiał ultimatum: wyjadę tylko, jeśli dostanę gwarancję powrotu do Grodna.

Transport z kolonii w Nowopołocku zaczął się o pierwszej w nocy. Zamiast do mińskiego aresztu zawieziono go w okolice Puszczy Białowieskiej. Tam czekał samochód KGB. „Nigdzie nie jadę, bo wam nie wierzę” – powiedział Poczobut, gdy zaproponowano mu wyjazd. Dopiero przyjazd przedstawiciela administracji prezydenta, zapewnienia samego Łukaszenki, informacja o udziale Amerykanów oraz rozmowa z polskim dyplomatą przekonały go do opuszczenia Białorusi.

Piekło Nowopołocka

W kolonii w Nowopołocku panował głód – więźniowie dostawali ściśle odmierzone porcje kaszy i ziemniaków („uderzenie w tłuszcz”). Poczobut schudł dramatycznie. Pracę uznawano za najgorszą i niebezpieczną: wypalanie izolacji z kabli lutownicą bez żadnego zabezpieczenia. Za każdy przejaw godności groziły kary – rewizje nawet dwa razy dziennie, karcer (betonowa cela bez koca) i „cele specjalne” (PKT).

Przez pół roku siedział w PKT po tym, jak odmówił sprzątania toalet (co w hierarchii więziennej oznacza degradację do pariasa). Na „Wołodarce” próbowano go złamać psychicznie, wsadzając do celi z pedofilem. Później trafił na „specjalny korytarz” dla skazanych na śmierć.

Proces i postawa

Podczas procesu w Grodnie odmówił stania twarzą do ściany przed kamerami propagandowej agencji BiełTA. „Patrzyłem im w oczy z nienawiścią” – mówi. Zarzuty dotyczyły gloryfikacji Armii Krajowej i rzekomej próby oderwania Białorusi na rzecz Polski. Dowodami były protokoły NKWD z lat 40. Ostatnie słowo wygłosił po polsku.

Mimo świadomości ryzyka nie uciekł w 2021 roku. „Tysiące naszych ludzi tu żyje. Wziąłem to na siebie” – wyjaśnia.

Czy wróci na Białoruś?

Poczobut przetrwał dzięki pamięci o stalinowskich łagrach i poczuciu misji. Pomagały mu również pompki — potrafił zrobić 140 w jednej serii.

Chce wrócić do Grodna. „Jeśli wpuszczą – dobrze. A jeśli zamkną? No to posiedzę. Mandela siedział dłużej, żołnierze Armii Krajowej też siedzieli…” – mówi.

Pesymistycznie ocenia przyszłość Białorusi: po Łukaszence najprawdopodobniej będzie kolejny Łukaszenka, a kraj zmierza w stronę turkmeńskiego modelu totalitaryzmu.

Oprac. na podst. wyborcza.pl

fot. facebook.com/andrzej.poczobut.9

Wysyłam
Ocena czytelników
5 (1 vote)