Starsi mieszkańcy okolic Grodna jeszcze pod koniec lat 90. chętnie wspominali podróże parowcami po Niemnie. Wystarczyło kupić bilet na dworcu rzecznym przy ulicy Karmelickiej i poczekać – niemal do każdej nadrzecznej wioski można było dotrzeć wygodnie i tanio. W latach 30. XX wieku Niemen tętnił życiem niczym zatłoczona ulica – parowców było naprawdę sporo. Najczęściej wspomina się dwa najpiękniejsze: „Jagiełło” i „Jadwigę”.

Pierwsze parowce pojawiły się na świecie już na początku XIX wieku, ale w Grodnie dopiero w 1856 roku. Był to żelazny statek „Wilno”, zbudowany w Niemczech. Miał zaledwie 10 koni mechanicznych (dziś przeciętne auto ma około 130) i przez całe lato woził pasażerów z Grodna do Druskiennik. Choć był malutki, zapoczątkował całą epokę.

Pół wieku później po Niemnie pływało już około piętnastu parowców. Większość woziła zarówno towary, jak i ludzi. Najpopularniejszą trasą była właśnie droga do Druskiennik. Statki budowano głównie w Rosji i Niemczech, ale też w Pińsku oraz – co ciekawe – niedaleko Grodna, w majątku Horny należącym do rodziny O’Brien de Lacy. Do dziś na Niemnie naprzeciwko Komotowa widać sztuczną wyspę – ślad po dawnej stoczni.

Na początku XX wieku żegluga parowa przeżywała prawdziwy boom. W Grodnie powstał urząd ruchu wodnego, a w 1914 roku – budynek portu rzecznego. Parowce nosiły piękne nazwy: „Biruta”, „Bojarynia”, „Dewajtis”, „Syrena”, „Kiejstut”, „Przyjaciel”, a nawet dwa statki nazwane na cześć miasta Grodno.

Parowiec „Dewajtis” na Niemnie w okolicach Poniemunia, 1903 r. (fot. harodnia.com)

Po wybuchu I wojny światowej większość jednostek przeszła w ręce Niemców, a później – Polaków i Litwinów. Z powodu konfliktu polsko-litewskiego droga do Kowna i Królewca została zamknięta, więc z Grodna pływano głównie do Druskiennik. W latach 20. i 30. parowce były najpopularniejszym i najtańszym środkiem transportu w okolicy. W kilka godzin można było dotrzeć do Druskiennik, Mostów czy zatrzymać się w Łosośnie, Hoży lub Przełomie, podziwiając malownicze nadrzeczne krajobrazy.

Nie zawsze jednak podróż przebiegała gładko. W 1936 roku korespondent „Białoruskiej Krynicy” opisywał, jak „Jagiełło” ugiął się pod ciężarem pasażerów, stanął na mieliźnie u ujścia Świsłoczy i przez dwie godziny nie mógł ruszyć dalej.

Parowce „Jagiełło” i „Jadwiga” w Grodnie, lata 30. XX wieku. (fot. NAC, kolor WB)

Pod koniec lat 20. w Grodnie zbudowano solidny dworzec rzeczny (dziś znany jako karczma nadniemeńska koło Starego Mostu). Stamtąd można było nie tylko kupić bilet, ale też zamówić wycieczkę do Gór Kredowych. Obsługiwały je już nowocześniejsze statki z silnikami diesla – „Michał Ogiński” i „Śmigły” (ten ostatni miał nawet namalowany herb Grodna).

Stare parowce dotrwały do końca lat 50. XX wieku. Wraz z nimi odeszła romantyczna epoka podróży pod parą. Dziś pozostaje nadzieja, że Niemen stanie się ważnym szlakiem turystyki ekologicznej – bez kolejnych zapór i elektrowni. Bo, jak pisał prawie 140 lat temu Zygmunt Gloger, widok z rzeki potrafi być naprawdę zachwycający.

Oprac. na podst. harodnia.com

Wysyłam
Ocena czytelników
0 (0 głosów)