6 września w Białyniczach na Mohylewszczyźnie katolicy będą świętować 265. rocznicę koronacji obrazu Matki Bożej Białynickiej – Królowej Białorusi. Przy tej okazji szczególnie porusza znalezisko, którego dokonał homelski badacz Aleksander Dakukin.
Podczas ekspedycji folklorystycznej w Swietłahorsku (dawniej wieś Szaciłki) natrafił na ręcznie pisaną „książeczkę” – skromny, domowy modlitewnik. Należała do Julii Mankiewicz (1924–2011). W środku zachowała się pieśń do Matki Bożej Białynickiej, której nie ma w żadnych znanych drukowanych źródłach ani w internecie.
Tekst jest napisany w polsko-białoruskim dialekcie, z błędami ortograficznymi i stylistycznymi. Widać w nim wyraźnie białoruską wymowę: „Biełonicka” zamiast „Białynicka”, „z paszczenki” zamiast „z paszczęki”, „zalił” zamiast „zalał”. Autorka prawdopodobnie przepisywała słowa z pamięci lub z innego rękopisu, nie zawsze rozumiejąc polskie formy. Mimo to pieśń tętni autentyczną, prostą wiarą:
Najświętsza Matka w biełonickim obrazie,
ratuj nas, Matko, nas w tym ciężkim razie,
dodaj nam rady i dodaj pomocy,
broń od złych ludzi, od wszelkiej złej mocy.
Nie opuszczaj nas, Matko, z opieki swojej,
nie daj zaginąć nędznej duszy mojej.
Z młodości lat moich wszędzie mnie trzymałeś,
na koniec szatański z paszczenki wyrwałeś.
Wyrwij mnie teraz z ciężkiego frasunku,
dodaj nam, Matko, swojego ratunku.
Skroź serce nasze naderwa srogiego,
na smutku jadość ocierając jego,
miłość mnie prowadzi, lud się zalił łzami,
lud, oj większy grzesznik ja nad grzesznikami.
Ja grzeszna, Matko, zmiłuj się nade mną,
mojemu nieszczęściu bądź przygodą ze mną,
a gdy będziesz ze mną,
Bóg będzie wiecznie z nami.
Maryjo Biełonicka, wsławiona cudami,
zmiłuj się, Matko, ach, zmiłuj się za nami.
Oczy ze łzami ku niebu podnoszę,
chwała bądź Bogu w Trójcy Jedynemu:
Ojcu, Synowi, Duchowi Świętemu,
temu, który jest w osobach trojakich,
w bóstwie jednakich.
Amen.
To nie jest literacki majstersztyk. To żywy głos prostych ludzi, którzy w latach 30. XX wieku, gdy miejscowy kościół zburzono, nadal zbierali się po domach, śpiewali, modlili się i nawet chrzcili dzieci. Bo nie mieli księży ani drukowanych książeczek, sami tworzyli własne – zeszyty pełne modlitw, litanii i pieśni. Przekazywali je z pokolenia na pokolenie jak najcenniejsze relikwie.
Aleksander Dakukin podkreśla, że utwór ma rymy i rytm pieśni, choć zapisano go jak prozę. Brakuje interpunkcji. Wszystko to świadczy o tym, jak wiara przetrwała w zwykłych domach, gdy oficjalne struktury Kościoła niemal zniknęły.
Znalezisko jest cenne właśnie dlatego, że jest tak ludzkie i niedoskonałe. Pokazuje, że kult Matki Bożej Białynickiej żył nie tylko w wielkich świątyniach, ale też w małych poleskich domach.
Badacz ma nadzieję, że opublikowanie tekstu pomoże znaleźć jego źródło i podobne „książeczki” w innych miejscach. Dlatego zwraca się do czytelników: jeśli ktoś ma w domu takie rodzinne skarby – warto do nich zajrzeć. Być może właśnie tam kryje się kolejny fragment duchowej historii Białorusi.
W czasach, gdy tak łatwo gubimy pamięć, takie proste, ręką pisaną pieśni przypominają, skąd naprawdę bierze się siła wiary.
Oprac. na podst. catholic.by
