Władze w Mińsku miały dać zielone światło na legalizację działalności Związku Polaków na Białorusi (ZPB), ale jednym z warunków ma być rezygnacja z dotychczasowej nazwy i rejestracja nowej organizacji, być może pod innym szyldem – podał portal Centrum Europy, powołując się na „dobrze poinformowane źródło”. Na Białorusi równolegle działa już drugi Związek Polaków, uznawany przez reżim, któremu przekazano kontrolę nad Domami Polskimi. W tle sprawy mogą być również szersze interesy Mińska, który próbuje powiązać kwestię polskiej mniejszości z rozmowami o sankcjach, m.in. zakazie lotów oraz tranzycie białoruskich nawozów potasowych. Pytanie jednak, czy legalizacja będzie szansą na odbudowę niegdyś największej polskiej organizacji na Wschodzie, czy ustępstwem, za które w przyszłości przyjdzie zapłacić zbyt wysoką cenę.

W sobotę w Białymstoku odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Rady Naczelnej ZPB. Według informacji portalu CentrumEuropy.pl zostało ono zwołane pod presją ze strony reżimu. Władze w Mińsku nie zgodziły się bowiem na przeprowadzenie 13 września zjazdu organizacji mniejszości polskiej w jej obecnej formie i na terenie Białorusi.

„Władze białoruskie stanowczo sprzeciwiły się przeprowadzeniu statutowego zjazdu wyborczego Związku Polaków na Białorusi. Zgromadzenie ponad stu działaczy polskiej mniejszości w jednym miejscu jest w obecnych warunkach na Białorusi nie do zaakceptowania przez reżim” – wyjaśnił portalowi jeden z uczestników sobotniego posiedzenia Rady Naczelnej ZPB.

Wobec oporu ze strony Mińska szefowa ZPB Andżelika Borys przedstawiła uczestnikom spotkania propozycję ponownej rejestracji organizacji, która od 21 lat działa w podziemiu – być może pod inną nazwą, podało Centrum Europy. Według rozmówcy portalu rezygnacja z obecnej nazwy ZPB może być jednym z warunków, pod jakimi reżim zgodziłby się na działalność kulturalno-oświatową Związku. 

Borys potwierdziła wczoraj w rozmowie z TVP Wilno, że Rada Naczelna ZPB upoważniła ją do podjęcia działań w kierunku legalizacji działalności organizacji.

„Mam sygnały mówiące o tym, że są możliwości, by działalność Związku Polaków mogła być legalna. Aczkolwiek dla nas bardzo ważne jest to, by władze Białorusi przekazały te sygnały polskiej stronie. I żeby strona polska poinformowała nas, że rzeczywiście są takie chęci ze strony władz Białorusi. Wtedy podejmę działania związane z zalegalizowaniem działalności ZPB” – mówiła Borys.

Dla części działaczy Związku, zwłaszcza tych, którzy po 2020 roku pozostali w kraju i funkcjonują w warunkach ograniczeń i represji, przyjęcie takich warunków może być rozwiązaniem akceptowalnym. Widzą w nim szansę na złagodzenie presji, możliwość legalnego kultywowania języka polskiego i kultury – choćby w ograniczonej formie – a tym samym na ocalenie polskiej substancji narodowej na Białorusi. W tej perspektywie kompromis mógłby być postrzegany jako pragmatyczny krok, pozwalający zachować choć część możliwości działania w niezwykle trudnych warunkach.

Jeśli rzeczywiście doszłoby do legalizacji ZPB, byłaby to jedyna legalnie działająca na Białorusi organizacja mniejszości polskiej. Poza nią funkcjonują także nieformalne grupy związane m.in. z dawną Macierzą Szkolną czy innymi lokalnymi organizacjami, które również nie mają możliwości legalnego działania. Ich sytuacją polskie władze nie są jednak szczególnie zainteresowane. Przypomnijmy, że po sfałszowanych wyborach prezydenckich w 2020 roku reżim zlikwidował praktycznie wszystkie niezależne organizacje, a za działalność w nieuznawanych przez władze strukturach grożą wieloletnie kary więzienia. 

Mińsk z pewnością nie omieszka wykorzystać poprawy sytuacji polskiej mniejszości jako karty przetargowej w rozmowach z Warszawą.

„Trwają podchody władz białoruskich, chcących połączyć legalizację organizacji mniejszości polskiej z kwestią sankcji, starając się między innymi o zdjęcie przez Warszawę zakazu lotów na i z Białorusi. Może też chodzić o zgodę Polski na tranzyt białoruskich nawozów potasowych, jeśli wkrótce skończy się obecnie obowiązujące embargo europejskie” – analizuje rozmówca Centrum Europy.

Jednocześnie propozycja niesie ze sobą konkretne ryzyka. Rezygnacja z dotychczasowej nazwy oznaczałaby utratę „marki” na rzecz tego drugiego, kontrolowanego przez władze Związku Polaków. W takiej sytuacji pod znakiem zapytania stanęłaby też możliwość odzyskania zabranego majątku – zarówno teraz, jak i w przyszłości. To właśnie pod kontrolą tego prorządowego Związku pozostają dziś Domy Polskie. Otwarte pozostaje również pytanie o los polskich szkół w Grodnie i Wołkowysku, które władze zlikwidowały w 2022 roku, mimo że znajdowały się pod „opieką” reżimowego ZPB.

Nowe stowarzyszenie od początku byłoby zależne od decyzji władz, które w każdej chwili mogłyby jej zagrozić likwidacją. Tym bardziej, że doświadczenie innych polskich organizacji na Białorusi pokazuje, że sam fakt legalności nie daje gwarancji bezpiecznego i swobodnego działania. Polska Macierz Szkolna i szereg innych organizacji miały wcześniej formalny status, a mimo to po 2020 roku i tak dosięgły je represje. Reżim potrafił tolerować, a następnie ograniczać lub likwidować takie stowarzyszenia, gdy uznawał to za korzystne w rozgrywkach z Warszawą.

Pojawia się również pytanie o bezpieczeństwo samych działaczy. Legalizacja oznaczałaby formalne ujawnienie struktur i osób zaangażowanych w działalność Związku. W białoruskich warunkach mogłoby to dać reżimowi więcej możliwości, by tych ludzi kontrolować albo naciskać. Dla części działaczy samo ujawnienie się jako członek niezależnego Związku mogłoby być niebezpieczne – szczególnie gdyby stosunki między Mińskiem a Warszawą znów się pogorszyły.

W tle sprawy pojawia się Anna Konopacka, przez część białoruskiej opozycji na emigracji określana jako „koncesjonowana opozycjonistka”, a przez niektóre źródła jako nieformalna negocjatorka reżimu z Zachodem, m.in. w sprawach sankcji wobec linii lotniczych Bieławia. To właśnie ona jako pierwsza publicznie poinformowała o „praktycznej realizacji projektu odnowienia działalności” ZPB. 

„Ze spraw społeczno-użytecznych. Odbyłam spotkanie z panią Andżeliką Borys w Grodnie. Za jej zgodą anonsuję informację o rozpoczęciu praktycznej realizacji projektu dotyczącego odnowienia działalności w Republice Białoruś Zjednoczenia Społecznego Związek Polaków na Białorusi. Kwestie prawne i administracyjne jestem gotowa wziąć na siebie, organizacyjne bierze na siebie Andżelika. 5 września w Białymstoku odbędzie się poświęcone tej kwestii wydarzenie tematyczne” – napisała Konopacka na Facebooku.

Nie wiadomo, czy będzie ona jedną z osób negocjujących z reżimem przyszłość polskiej mniejszości. Zresztą personalia potencjalnych negocjatorów nie mają tu większego znaczenia.

Obecna sytuacja stawia Związek Polaków przed trudnym wyborem. Z jednej strony pojawia się szansa na częściowe odblokowanie działalności i złagodzenie warunków, w jakich od ponad 20 lat funkcjonuje największa polska organizacja w tym kraju. Z drugiej – ryzyko utraty niezależności, marginalizacji działalności i zaprzepaszczenia szansy na odbudowę potencjału oraz możliwości, jakie ZPB posiadał przed rozłamem w 2005 roku. Ostateczna decyzja będzie należeć do samych działaczy, a jej skutki – zarówno pozytywne, jak i negatywne – poczują przede wszystkim Polacy żyjący na Białorusi.

Jan Kresowy

fot. portalzpb.pl

Wysyłam
Ocena czytelników
0 (0 głosów)

O autorze

Redakcja

Redakcja

Pierwszy portal informacyjno-publicystyczny Polaków z Białorusi.