Boruński klasztor bazylianów był jednym z najważniejszych ośrodków życia greckokatolickiego na Wileńszczyźnie. Zachowane rękopisy pokazują jednak, że życie mnichów nie ograniczało się wyłącznie do modlitwy i poważnych dzieł religijnych. W XVIII wieku powstawały tam również pełne humoru kolędy, których bohaterami byli m.in. rybacy, strzelcy, kupcy i słudzy. Odkrycie tych niezwykłych tekstów przedstawił na Facebooku profil „Archiwalia Oszmiańskie”.

Klasztor bazylianów w Borunach, założony pod koniec XVII wieku, przez kolejne dziesięciolecia pozostawał ważnym centrum życia religijnego powiatu oszmiańskiego i jednym z istotniejszych ośrodków greckokatolickich na Wileńszczyźnie.

Boruńscy bazylianie pozostawili po sobie również bogate archiwalia. Wśród zachowanych materiałów znajdują się rękopisy mnicha Nikodema Hryniewicza, pochodzące z lat 40. i 50. XVIII wieku.

Ojciec Nikodem w różnych okresach swojego życia przebywał i posługiwał w klasztorach we Włodzimierzu Wołyńskim, Byteniu, Borunach i Berezweczu. Zmarł w 1782 roku i został pochowany w Żyrowicach.

Dawny bazyliański klasztor w Borunach (fot. Andrej Siarkou)

Bazylianin pisał… komiczne kolędy

Wśród jego zapisków zachowało się kilka niezwykle interesujących, a zarazem humorystycznych kolęd. Ich autorstwo przypisywane jest Nikodemowi Hryniewiczowi, choć w przypadku dawnych rękopisów nie zawsze można mieć całkowitą pewność, czy zapisujący był również autorem tekstu.

Kolędy mają formę przedstawień bożonarodzeniowych. Ich bohaterami są między innymi „Łowiec ryb”, „Strzelec”, „Kupiec ryb”, „Kuchta kuchenny”, „Kuchta stary folwarkowy”, „Chłop” oraz „Sługa tatarski”.

Nie są to jednak podniosłe pieśni religijne w stylu znanych nam współcześnie kolęd. Ich siłą jest przede wszystkim humor, żywy język i obserwacja codziennego życia.

Wiele wskazuje na to, że język tych utworów miał być zrozumiały dla miejscowej ludności gromadzącej się na nabożeństwach w boruńskiej cerkwi. Teksty pokazują więc nie tylko religijność epoki, ale również język i kulturę mieszkańców dawnej Wileńszczyzny.

Krewo, Smorgonie, Niemen i Dzisna

Szczególnie interesujące są lokalne odniesienia pojawiające się w utworach.

W jednej z kolęd znajdujemy wzmiankę o Smorgoniach:

„w sławnom miesci Szmorgoniach koliś to uczyłsia”

Inny fragment wspomina Krewo:

„musiw prodati w Krewi na tabaku”

W rękopisach pojawiają się również nazwy rzek Niemna i Dzisny, wyznaczających południową i północną część dawnego powiatu oszmiańskiego.

Pokazuje to, że autor i odbiorcy tekstów doskonale orientowali się w lokalnej przestrzeni. Kolędy nie były abstrakcyjnymi utworami religijnymi, lecz osadzały wydarzenia i bohaterów w dobrze znanym mieszkańcom regionie.

„Człowiek ja malęki, ale choroszęko…”

Jednym z ciekawszych przykładów jest zapis z 1752 roku zatytułowany „Kupiec ryby Szymonko”. Bohater przedstawia się jako niewielki, ale bardzo sprawny człowiek, który potrafi łowić ryby niemal wszędzie.

W jego opowieści pojawiają się karasie, liny, szczupaki, jazie, płocie, okonie, stynki, kiełbiki, miętusy, pstrągi, jesiotry, sumy i łososie.

Szymonko przechwala się swoimi niezwykłymi umiejętnościami:

„Skoro do nosa usyplu tabaki,
Aż z Niemna płynuć pstrogi, jadżgary, sądaki.”

W innym miejscu zapewnia, że ryby będą za nim podążać nawet przez Dzisnę:

„Biehuć, pływuć czerez reku Dzisnu
Leszczy, minogi, fłonderki jak swisnu.”

Całość jest oczywiście świadomie przesadzona i ma przede wszystkim bawić słuchaczy.

Rękopis kolędy „Kupiec ryby Szymonko” (źródło: Lietuvos mokslų akademijos Vrublevskių biblioteka)

„Lepiej koladować, niżeli rybu z wody wyciahać”

Najzabawniejszy moment pojawia się pod koniec utworu. Szymonko dochodzi bowiem do wniosku, że istnieje znacznie prostszy sposób na zdobycie jedzenia niż mozolne łowienie ryb:

„Ale jak baczu lepiej koladować,
Niżeli rybu z wody wyciahać.”

Bohater prosi więc gospodarzy o kolędę, obiecując, że za otrzymane dary pójdzie po śledzia czy łososia.

To właśnie ten rodzaj humoru sprawia, że XVIII-wieczny rękopis nie jest wyłącznie zabytkiem piśmiennictwa. Pozwala również zobaczyć codzienną kulturę, obyczaje i sposób żartowania mieszkańców dawnej Wileńszczyzny.

Świadectwo dawnego języka i kultury

Komiczne kolędy boruńskich bazylianów są dziś cennym świadectwem wielokulturowego i wielojęzycznego charakteru dawnych Kresów.

Ich język nie odpowiada współczesnej polszczyźnie. Widoczne są w nim wpływy języków ruskich oraz dawnego języka kancelaryjnego i mówionego regionu. Jednocześnie wiele słów i konstrukcji pozostaje zrozumiałych dla współczesnego polskiego odbiorcy.

Co szczególnie ciekawe, utwory łączą religijny charakter kolęd z lokalnym folklorem, humorem i obrazami codziennego życia.

Dzięki zachowanym rękopisom możemy więc zobaczyć, że życie XVIII-wiecznego klasztoru i jego otoczenia nie składało się wyłącznie z uroczystych nabożeństw i poważnych tekstów religijnych. Było w nim również miejsce na żart, przedstawienia, kolędowanie i opowieści, które miały bawić zgromadzonych wiernych.

Kresowiak

Wysyłam
Ocena czytelników
0 (0 głosów)