87 lat temu rozpoczęły się walki o Grodno. Mimo braku broni przeciwpancernej, czołgów, artylerii i lotnictwa mieszkańcy postanowili bronić miasta przed nadciągającą sowiecką nawałą. W 1939 roku żadne inne polskie miasto nie opierało się Armii Czerwonej tak długo. Za swój opór grodnianie zapłacili jednak bardzo wysoką cenę – po zajęciu miasta Sowieci zamordowali co najmniej 300 jego mieszkańców.
Koszmar wojny dotarł do Grodna już 1 września. Niemieckie lotnictwo zrzuciło bomby na kresowe miasto, a w kolejnych dniach naloty się powtarzały. Zginęli i zostali ranni mieszkańcy, zniszczono też około połowę zgromadzonego sprzętu wojskowego i amunicji.

Panorama Grodna przed wojną (fot. Biblioteka Narodowa)
17 września, zgodnie z tajnymi ustaleniami niemiecko-sowieckimi, do Polski wtargnęła Armia Czerwona. Polskie wojsko było wówczas zaangażowane w walki z Niemcami. Marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał rozkaz, by nie stawiać oporu Sowietom. Dzień później do Grodna przybył gen. Józef Olszyna-Wilczyński, dowódca Grupy Operacyjnej „Grodno”. Uznał, że obrona nie ma szans i – zgodnie z rozkazem – wraz z prezydentem i starostą wyjechał w kierunku Litwy. Kilka dni później został schwytany i rozstrzelany przez Rosjan.

Most drogowy przez Niemen w trakcie obrony miasta (fot. harodnia.com)
Grodnianie pamiętali jednak bolszewicką okupację z 1920 roku. Nie zamierzali oddać miasta bez walki. Po wyjeździe najwyższych władz przygotowania do obrony przejęli wiceprezydent Roman Sawicki i major Bogdan Serafin. W mieście pozostało nieco ponad 200 żołnierzy, ale do walki zgłosiło się 2–2,5 tysiąca uzbrojonych mieszkańców, głównie młodych ochotników. Kobiety i dziewczęta zorganizowały służbę medyczną. Kopano rowy, budowano zapory przeciwczołgowe i szkolono ochotników. Trzeba było też stłumić działania komunistycznych dywersantów, którzy po agresji sowieckiej przejęli na krótko główny plac miasta.

Major Benedykt Serafin. To on dowodził obroną miasta przed bolszewikami (fot. archiwum Piotra Kościńskiego)
20 września od zachodu wjechało do Grodna kilkanaście sowieckich czołgów i wozów pancernych. Wszystkie zostały zniszczone. Sowieci nie przeprowadzili należytego rozpoznania i wpadli w pułapkę wąskich uliczek. Polacy użyli działek przeciwlotniczych, granatów i przede wszystkim butelek zapalających. Jeszcze tego samego dnia nadeszły posiłki – kilkadziesiąt kolejnych czołgów wdarło się do miasta, powodując ciężkie straty wśród obrońców i ludności cywilnej. Ostrzał artyleryjski trwał nawet po zmroku.

Scena z filmu “Orlęta. Grodno ’39” (2023)

Scena z filmu “Orlęta. Grodno ’39” (2023)
Jednym z symboli obrony stał się 15-letni Tadzio Jasiński. Próbował unieruchomić czołg koktajlem Mołotowa, ale płyn nie zapłonął. Sowieci pobili chłopca, przywiązali go do pojazdu i użyli jako żywej tarczy. Dwóm Polkom udało się go uwolnić, lecz ranny Tadzio zmarł. W 2009 roku odznaczono go pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Grafika grodzieńskiego artysty przedstawiająca męczeństwo Tadka Jasińskiego. Po prawej – jego symboliczny grób w Grodnie
W nocy z 20 na 21 września do miasta dotarły polskie posiłki pod dowództwem gen. Wacława Przeździeckiego. Przejął on komendę, ale jego głównym zadaniem była organizacja ewakuacji. Walki trwały przez cały następny dzień. Sowieci atakowali silniejszymi siłami, w tym 6. Korpusem Kawalerii. Trzykrotnie próbowali zdobyć most kolejowy i trzykrotnie zostali odparci.
W nocy z 21 na 22 września zdolni do walki żołnierze i ochotnicy opuścili Grodno, wykorzystując luki w okrążeniu, i skierowali się ku Litwie. Wraz z nimi wyjechali Sawicki i Serafin. Rankiem 22 września Sowieci przeprowadzili generalny szturm z użyciem niemal stu czołgów i wozów pancernych. Po odejściu zbrojnych obrońców opór został szybko złamany. Rozpoczęła się zemsta na cywilach – według ustaleń IPN zamordowano co najmniej 300 osób.
Sowieckie straty były dotkliwe. Oficjalne dane mówiły o pięciu zniszczonych i 14 uszkodzonych wozach bojowych oraz ponad 200 zabitych i rannych żołnierzach. W rzeczywistości straty były wyższe. To właśnie zaciętość obrońców stała się przyczyną późniejszych represji.

Czerwonoarmiści w zdobytym Grodnie (fot. historykon.pl)
W 1941 roku gen. Władysław Sikorski nazwał obrońców Grodna „nowymi Orlętami” i zapowiedział, że miasto otrzyma Virtuti Militari oraz tytuł „zawsze wiernego”. Nigdy do tego nie doszło – generał zginął w katastrofie lotniczej w 1943 roku, a po wojnie Grodno znalazło się w granicach Związku Sowieckiego.
Przedwojenne Grodno było typowym miastem kresowym, w którym silne były polskie tradycje patriotyczne. Spośród około 60 tys. mieszkańców dwie trzecie stanowili Polacy. Działały tu polskie szkoły i organizacje społeczne, a młodzież wychowywano w duchu patriotycznym, m.in. poprzez harcerstwo i przysposobienie wojskowe. Obok Polaków mieszkali Żydzi i Białorusini. Część przedstawicieli mniejszości sympatyzowała z ruchem komunistycznym, co ułatwiało działalność sowieckiej agentury.
Obrona Grodna pozostała jednym z najmniej znanych, a zarazem najbardziej heroicznych epizodów września 1939 roku – przykładem, że nawet bez ciężkiego uzbrojenia można było stawić opór znacznie silniejszemu przeciwnikowi.
Zachęcamy również do obejrzenia krótkiego dokumentu o bohaterskiej obronie miasta pt. „Krew na bruku. Grodno 1939”.
Przeczytaj również:
Grodno Semper Fidelis. Posłuchaj wspomnień bohaterskich obrońców Grodna [WIDEO]
Nie żyje Stefan Chociej. Był ostatnim żyjącym obrońcą Grodna
Oprac. na podst. C. K. Grzelak, Kresy w czerwieni. Agresja Związku Sowieckiego na Polskę w 1939, Warszawa 1998.
